Wniosek z tego wszystkiego jest prosty: warto jeść oliwę z oliwek i celebrować posiłki z najbliższymi <3 Ale zanim skończymy, rozprawmy się jeszcze z jednym mitem, że na oliwie nie należy gotować.
Liczy się punkt dymienia, czyli temperatura, w której tłuszcz zaczyna się rozkładać i wydzielać szkodliwe związki. Dla oliwy extra virgin wynosi on około 190–210°C. Większość domowego gotowania: smażenie jajek, duszenie warzyw, podsmażanie cebuli, odbywa się poniżej 180°C, więc oliwa jak najbardziej się do tego nadaje.
Ale to nie cała historia. Badanie opublikowane w Journal of Agricultural and Food Chemistry przez zespół z hiszpańskiego Instituto de la Grasa sprawdziło, co dzieje się z oliwą przy długim podgrzewaniu: 36 godzin w 180°C, czyli warunkach dużo bardziej wymagających niż jakiekolwiek domowe gotowanie. Wynik: kwas oleinowy, sterole i skwalen pozostały niemal niezmienione. Powód: polifenole i tokoferole działają jak naturalna tarcza antyoksydacyjna, chroniąc resztę składu oliwy przed rozkładem, nawet jeśli same z czasem tracą na sile. To znaczy, że oliwa extra virgin jest w praktyce dużo bardziej odporna na wysoką temperaturę, niż mogłoby się wydawać.
I nie chodzi tylko o gotowanie. Oliwa Olson sprawdza się tam, gdzie się jej spodziewasz - chleb, feta, pomidor - ale też tam, gdzie już niekoniecznie: polana na gorzką czekoladę, skropiona na jogurt z owocami, wmieszana w hummus, czy dodana na koniec do zupy krem, żeby podkreślić smak. Dobra oliwa jest składnikiem, na którym można polegać dosłownie codziennie <3